na opak

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Wstaję... wcześniej było o diecie cud, nie warto. Jedzcie ludzie, nie chudnijcie 35 kg w 8 miesięcy bo tyle w tej chwili schudłem. organizm się posypał ale już zaczynam wstawać. Zagrzybiony cały organizm, totalne osłabienie i łapie wszystko co się tylko da - staram się jeść przynajmniej śniadanie, w ogóle staram się jeść cokolwiek byle choćby raz dziennie. Uczucie głodu jak i sytości jakoś się kurwa u mnie popsuło. Nie będe sie rozpisywał o pierdołach ale jeżeli nakłada się kilka chorób fizycznych na ogólna niemoc robi sie groźnie - nazwałbym to niemocą, nie masz siły na nic. Trudno wstać z łóżka, miałem takie dni że nie wstawałem - deprecha jakby ale nie do końca - chcesz ale nie masz siły. Źle. K. mnie znowu uratowała. Mega dołek, wstałem i pojechałem do niej na sniadanie bo jakis czas sie nie widzieliśmy bo nie wychodziłem z domu. Przyszedłem i się położyłem - nie miałem siły na nic, nie zmuszała mnie do życia - przez kilka dni sprawiła że znowu mi się chciało. Na siłę. Ale to było na moją siłę, to ja czułem że muszę, że już nie ma wyjścia, albo w ta albo w ta. Poszedłem z grypą do lekarza, okazało się że mam grzybice gardła, przewodu pokarmowego i kilku innych mniej nadających sie do opisów rzeczy. Osłabienie, wyjałowienie. Zacząłem jeść, ale żeby nie było tak prosto to czego nie zjadłem to zwymiotowałem, organizm już nie chciał... Firma w plecy... miałem ruszyć do świąt ale dupa. Podniosłem się, a co mi tam:) Radość trwała 3 dni... lekarz, hemoroidy - kurwa mam 28 lat! Załamka i znowu ona, znowu wstałem. Wstaję.
Tagi: wstaję
13.12.2009 o godz. 23:22

o kurwa!

Będzie zabawnie...

chociaż przechodza mnie ciarki... zabawnie.

U mojej K dzieją się dziwne rzeczy...

Po kolei, pierwszy był telefon do filii firmy gdzieś w polszy... na nr pracownika zadzwonił mąż K. - starali się o jakieś zlecenia rządowe, a padło na dzień rozstrzygnięcia przetargu, jakiegoś ważnego...

Zadzwonił i cisza, nic nie mówił ale nr był jego... co w tym ciekawego?
ano to że nie żyje prawie dwa lata, zginął nagle. W wypadku. Wracał z turcji chyba. Jego tel ma K. tel jest opłacany z racji abonamentu. K nie zna pinu więc tel po prostu leży wyłączony.

To było pierwsze.

next - po imprezach u K. jak to po dobrych imprezach ludzie śpią po kątach.

Kurwa ciarki mnie przechodzą jak o tym piszę. Jestem sceptykiem, mój stary od zawsze widuje duchy i krasnoludki pewnie też. Schizofrenia.

No i po tych imprezach. Wszyscy którzy śpią w pokoju młodszej córki K. widzą COŚ - cień, duży cień, jakby postać. Czasami siada na łóżku zostawiając fizyczny ślad. Wszyscy którzy o tym opowiadali byli spokojni, dziwnie spokojni. Niezłą zwałę z tego z K mieliśmy. Na zasadzie "dobra impreza" skoro takie jaja. Przedwczoraj Piesek - nasze wspólne dziecko, obudziło K. siusiu - wychodząc z pokoju zobaczyła postać w drzwiach do pokoju córki. Cień, kształt ludzki, nie dało się zobaczyć ani ubrań ani twarzy ... cień.

I najlepsze. Ja skręcam regały, K maluje parapet i przychodzi młodsza córa. Mówi że idzie spać i czy może spać w łóżku K. na co K tłumaczy że jest duża że ma swoje łóżeczko i w ogóle dlaczego na co mała, że ona nie chce spać u siebie bo się budzi i widzi taką dużą ciemna plamę nad sobą albo na łóżku. powiedziała to mimochodem. Coś jakby "nie chcę spać u siebie bo wieje po nogach" - ciarki mnie przeszły.

Ciągle przechodzą jak o tym pomyśle. Nie wierze w takie rzeczy nawet jak słyszę coś takiego od kolejnej i kolejnej osoby.

Mała mnie dzisiaj rozwaliła.

Nie bała się, jakby to ująć - "chce spać u ciebie bo u mnie są 3 komary i znowu się nie wyśpię" .
W takim to było tonie.

ja pierdolę!!
21.10.2009 o godz. 00:06

Po przerwie...

Jest ok. Wracam do życia. Pewnie z przechlania żołądek, czy wątroba? nie wiem co ale coś zrobiło sobie wakacje. Leżałem prawie tydzień zdechły - znaczy poleżeć bym chciał ale nie było czasu na aż takie wygody. Jeść się nie dało, pić też nie. Schudłem 2kg znowu i chodziłem jak naćpany. Organizm już się zregenerował:)

No to o M ciąg dalszy.
Człowiek dziwny. Trudny w kontaktach, przenikliwy ale też prostolinijny... dziwny mixs wyszedł. Prostolinijny w takim fajnym znaczeniu tego słowa. Wizualnie dziad: powycierane dżinsy, zmęczony życiem t-shirt lub jakaś koszula, ogolony na 0,2 wielki chłop. Mentalnie: potrafiący słuchać i rozmawiać poważny człowiek. Rzadko się zdarza żeby ktoś był w stanie zaakceptować odmienne od swoich poglądy, a wystarcza mu tylko zrozumienie. Szczery do bólu, ale nie wulgarny, nie nachalny - wręcz subtelny. Stanowczy, twardo stąpający po ziemi facet. Dla bliskich jest zupełnie inny - wali prosto z mostu, maxymalna szczerość i nie ma najmniejszego znaczenia że komuś się jego opinie nie podobają, myślę że wynika to z ww. Zakłada że jeżeli ktoś go nie rozumie to dopyta. Obrażanie nie wchodzi w grę, nie można się obrazić za szczerość. Impulsywny - reaguje emocjonalnie, bardzo ciekawa dla mnie postawa. Ja tak nie potrafię. Bez najmniejszego problemu potrafi na kogoś huknąć wzbudzając często lęk z czego zawsze ma zwałę. Jest w tym człowieku dużo sprzeczności. Szanuje swoje zasady, ba nawet jakieś ma, co w dzisiejszych czasach jest już czymś. Ogromne poczucie humoru i dystans do siebie. Opiekuńczy dla bliskich, oddany. Prawdziwy. Jeszcze dla bliskich - myślę że jest naiwny, ale jest to naiwność zamierzona. Można go poprosić o wszystko - wyświadczy przysługę, pożyczy pieniądze, pobije kogoś. Zrobi o co go poprosisz. Jeżeli się na kimś przejedzie to tylko raz.

Jego życie. Kobieta i praca, później motocykle i przyjaciele. Wydaje mi się ży we wszystkie z ww wymienionych angażuje się tak samo - bez reszty.

Nie będę się tu rozpisywał o naszych pijackich akcjach, o tym że bardzo mi z żoną pomogli tylko tym że byli, nawet gdy nie chciałem nikogo oglądać... np taka sytuacja - przyjeżdżają bez zapowiedzi i nie dadzą mi spokoju puki nie dam się zabrać na piwo i do kina.

O pomysłowości: M od ponad roku pracował nad pewnym rozwiązaniem systemowym. Napisał ten program. Na dokończenie systemu potrzebnych było kilkanaście milionów PLN ale od czego są venture capitals - oni dają nawet 40. Nikt nie uwierzył mu że takie coś da się zrobić. Traktowali jego ofert jak fikcję literacką - kilka miesięcy temu google ogłosiło projekt nowego systemu i że prawdopodobnie w przyszłym roku wprowadzą to rozwiązanie na rynek. Ludzie zaczęli go traktować poważniej, jakieś spotkania na uniwersytetach ale wszędzie to samo - nie da się tego sprzedać bo google to skończy wcześniej. Google mają pomysł, sztab ludzi i nad tym pracują. On już to ma, stworzył od zera SAM.

Jego obecna sytuacja. Miniony kryzys zrobił swoje. Jako firma IT oberwał już w zeszłym roku. W skrócie z zarobków rzędu 20-40tys miesięcznie przeskoczył na 0. Nowe mieszkanie w kredycie, nowa fura w kredycie, Nada ma 3 miesiące teraz (śliczny dzidziuś :) . On jest taki sam, przejmuje się ale tym że K (jego żona) się przejmuje. Resztę ma głęboko w dupie. O tych jego ostatnich kłopotach mógłbym pisać ze 2h jeszcze ale kogo to interesuję?

Napiszę jeszcze tylko że K jest święta i że o niej też kiedyś się rozpiszę:)



Teraz co u mnie: Jak na wstępie podupadłem z lekka. Straszne obsuwy z braku siły i możliwości załatwiania spraw. Firma ma wystartować 1.11. w święto zmarłych:D - przypadek. Z K. rewelacja chociaż codziennie się zastanawiam czy to ma sens, czy się uda. Kupiłem fure - za 300PLN!! hehe,

Moja po powrocie od mechanika magika po kilku miesiącach napraw nie przeszła przeglądu i strach nią jeździć. Osiągnąłem szczyt wyjebania i roztrzepania rejestrując firmę na NIPie byłego pracodawcy co wszło dopiero podczas zakupów (trzecia F.VAT). Ciekawostka - nikt moich danych przy rejestracji firmy nie sprawdzał. Gdybym sam do niech nie poszedł to byłyby kiedyś niezłe jaja.
Anyway - żyję, działam i mam się dobrze, dzisiaj czeka mnie jeszcze tylko przytwierdzenie wykładziny w nowym magazynie do podłogi. Takie durne wymogi sanepidu - i przymocowanie regałów do ścian. No właśnie bo chyba nie mówiłem, mam już magazyn - pomalowaliśmy go z K. na 4 kolory - 2 odcienie zieleni, ciemny fiolet i piękny żółty. Są nawet kwiatki, a dzisiaj pomalujemy pomarańczowe dynie:D
Poważni z nas przedsiębiorcy :) hahhaha.

Młodsza córa K. mnie nie trawi ostatnio. Jest bardzo zazdrosna i nie omieszka skorzystać z każdej możliwej okazji żeby to zamanifestować. Ze starszą ok, 18 lat, zapisała się na prawo jazdy więc będę ją uczył w wolnych chwilach:)

To tyle. Lece remontować magazyn.

pozdrawiam:)
20.10.2009 o godz. 17:01

to może o przyjaciołach...

Napiszmy o M. dziwna i bardzo znacząca dla mnie osoba.
Dziwna z racji tego że jest jedyną osoba której nie znam od podstawówki, a mogę o nim powiedzieć przyjaciel. Taki jest! szczery do bólu tak że aż wkurwia, potrafi dobrze dojebać, ale nie w sposób zamierzony... źle to ująłem. Nie dojebać, a zauważyć takie rzeczy i wytłumaczyć je w taki sposób, że ci przykro. Chodzi o sytuacje w których normalnie ktoś by się obraził, On rozmawia, pyta, stara się zrozumieć. Mam tak samo więc może dlatego się tak rozumiemy?

Poznaliśmy się w dziwnych okolicznościach. Pracowałem wtedy jako instruktor motocyklowy, a on trafił do mnie na kurs. Dużo ludzi się przewijało, mniej lub bardziej dziwnych ale takich cudaków jest mało:) Z wyglądu... no nie da się inaczej - kawał huja, chłop 190cm prawie, 130kg wagi, skóra, komóra i zajebista fura. Myślę sobie jakiś dres, kogoś zabił, czasem kogoś pobije albo okradnie i jakoś leci - i tu zonk... po kilku godzinach mojej nauki i kilku gadkach człowiek ów mi mówi że chciałby mnie zatrudnić. Podziękowałem bo taki był mój plan życiowy wtedy - robić to co przynosi satysfakcje i co lubisz. Naciskał kilkukrotnie - miałem zostać programistą, stwierdził że dla mnie to na pewno nie problem, że nauczę się wszystkiego w 3-4 tygodnie. Może nie wszystkiego, ale po tym czasie miałem być wydajnym pracownikiem - reszta miał być w trakcie... okres był taki, że kobieta z którą wtedy byłem bardzo lubiła podróżować - sponsoring miała zapewniony ze strony rodziców więc nie mogłem być gorszy. Tak teraz myślę że standardy były wysokie - w ciągu roku zaliczyłem razem jakieś 6 tygodni mazur, 3 na krymie, jakaś ukraina x2, mołdawia, weekendowe wypady na łódkę, kaszuby. Dużo wakacji. przekalkulowałem szybko, że skoro facet daje mi luźny czas pracy i interesują go tylko moje wyniki. Daje w ciemno 3 tys z samochodem komórą itd na start to why not?

Spotkaliśmy się żeby pogadać o pracy... było fajnie, 2- 3, dostałem materiały, zacząłem się uczyć i.... stwierdziłem że go polubiłem i przepraszam ale nie będę u niego pracował. Pracowałem już u kolegów, rozpierdala znajomość taki układ, albo rozpierdala albo komuś się nie opłaca bo inaczej w tym kraju się nie da - jeżeli kogoś lubisz i szanujesz i wiesz że z racji tego że cię zatrudnia jest w plecy? a wplecy jest tylko i wyłącznie dlatego że cię nie ciśnie i nie robi w huja... z drógiej strony, w każdej firmie i chyba na każdym stanowisku są układy i dochody idące bokiem stanowiące sporą czasem część każdej pensji - jak mam walić w huja kolegę? nie potrafię, więc taki układ też mi się nie kalkuluje:)

zrozumiał

jutro dokończę bo waliłem spirytus dzisiaj i chyba mam już mroczki!

aha, żebym nie zapomniał, jutro nie piję!!!!!
Tagi: przyjaciele
11.10.2009 o godz. 23:06

No to idę chlać dalej, mam zaległy wernisaż do nadrobienia, a na dodatek przyjeżdża jakiś malarz z berlina więc trzeba będzie go ugościć...

K. ma dzisiaj imprezę rodzinną - 18stka córki :D
W którą już nie dałem się wrobić...

Co do wczoraj. Wyszło dobrze, ludzie spoko - na początku z ich strony spory dystans, wręcz przerażenie pomieszane z niedowierzaniem. Później lekkie docinki co do wieku, doświadczeń życiowych ogólnie i porównywania mnie z ich dziećmi. Z mojej strach, co to będzie. Jak mnie odbiorą...

Na dodatek mój lęk i ogólny brak ogłady towarzyskiej. Nigdy nie wiem czy mi się włączy czy nie. Wiem jak działa, wiem kiedy działa. O lękach innym razem.

Reszta historii z mojej strony:

Spinka na początku, przedstawienie i przywitanie... poszło najłatwiej jak się tylko dało. Wpuścił nas nie gospodarz, a gość który był zarazem prowodyrem imprezy. Więc 1-0 dla mnie, lęk nie miał się kiedy włączyć bo była tylko jedna osoba, kilka minut, przestałem reagować na nową twarz i przyszła następna, następna itd... po kolei i nie na raz.

Nie mogło wyjść łatwiej.

Docinki w moją stronę, subtelne - wręcz przypadkiem... podkręcałem ostrzej i śmiejąc się z siebie zabierałem im możliwości. K też była spięta - no bo w końcu nie wiadomo jak sytuacja się rozwinie, jak nas, mnie odbiorą. Zresztą zawsze się spinasz jak ci na czymś zależy...

Rozmowy - wyszło banalnie, mam w końcu o czym rozmawiać. Oni o nurkowaniu - no problem, oni o podróżach - no problem co z tego, że A był w egipcie kilkanaście razy w tym roku, do mołdawi na święto wina nie dotarł...

o wygłupach i głupich pomysłach,

-tu odpadłem - aż tak głupi nigdy nie byłem żeby robić nitroglicerynę w wannie i wrzucić do niej mydło żeby sprawdzić czy działa. Zamiast swojego domu wyjebałem kibel w szkole, koleś też notabene... dużo śmiechu. O sztuce, polityce, ekonomii i innych pierdołach, o polańskim - bo jak inaczej, o wychowaniu austriackich kobiet - w piwnicy:)

Może to bez sensu ale moje środowisko imprezowe, jak i same imprezy to nie były rozmowy. Nie takie rozmowy. Nie o czymś z sensem. Takie pierdolenie o niczym, o tym co kto zrobi kiedyś, co by chciał, albo o ostatniej imprezie. O tym że życie jest do dupy i wszystko fe. Dla mnie nowum, z domu też takich wzorców nie wyniosłem bo jak? Imprez nie było ,a jak były to suto zakrapiane i takie przaśne. Starego nie było nigdy. Matka nie miała nigdy tematu do rozmów więc rozmawiała o mnie - co zmalowałem, co mi nie wyszło i jaki to nieudany nie jestem. Wychodziłem bo po huj mam tego słuchać?? w końcu lepiej wiem jaki jestem!! Normalna rozmowa z normalnymi ludźmi bardzo mi pasuje!!

Wracając do samej imprezy. Znowu miałem zadanie ułatwione, okazało się że mamy wspólnych znajomych. A jak!! ten kraj jest jak wiocha!!

wystarczy ,że czymś interesujesz się bardziej niż trochę i zawsze znajdzie się ktoś kogo znasz i ty i osoba która zainteresowania podziela.

W tym przypadku udało mi się z nurkowaniem i motocyklami. Koleś chyba nie dowierzał w wymieniane doświadczenia więc zaczął mi wymieniać nazwiska - a ja: znam, nie znam, znam stąd itd. chore!!!!! ale niech mi ktoś powie że znajomości się nie przydają!

Od tego momentu byłem "swój", atmosfera wyluzowała, przepytywanki i takie sprawdzanie dobiegło końca.

Więcej wódki.. toasty, luz i jakaś taka akceptacja dziwnej sytuacji. Wszyscy w towarzystwie znali się od ogólniaka- czyli pewnie coś koło ćwierć wieku, stare dziady hehe:P Faceci byli przyjaciółmi męża K. który już nie żyje. Nie wiem czy stwierdzili, że jestem dojrzały jak na swój wiek i zobaczyli we mnie to co K. czy zobaczyli jak na siebie z K. działamy, nie wiem co zadziałało. Nie wiem jak. Wiem, że poznałem zajebistych ludzi którzy potrafią zaakceptować coś czego wielu nie potrafiłoby.

reasumując chyba zdałem ten test.
Tagi: test
11.10.2009 o godz. 18:23

trudno to opisać. Jestem zdrowo wstawiony, jak opisać spotkanie kolesia bez wykształcenia z gośćmi którzy są dyrektorami korporacji w tym kraju, będąc tym samym najleprzymi przyjaciółmi zmarłego rok temu męża mojej laski...

przed wejściem dowiedziałem się że mogą mnie próbować więc nie mam za nadto reagować a po imprezie, ze to przyjaciele jej byłego... różnica wieku bagatela - minimum 10 lat, też mi się laska trafiła:)
11.10.2009 o godz. 02:40
Mam lek społeczny, napisałbym że cierpię na lęk społeczny ale to zupełnie nie tak:D

Napisze niebawem jak to działa na czym polega i czym sie objawia. W dużym skrócie - co najmniej niechęć i strach przed ludźmi.

I takie przemyślenie wczoraj mnie naszło jak wchodziliśmy do jakiegoś lokalu. "O kurwa nie boje się, mam tych ludzi w dupie jakimś cudem!!" Dziwne uczucie, zazwyczaj - ba! zawsze takie wejścia są poprzedzone panicznym wręcz strachem, wczoraj nic!!! Nic kurwa, a nic jedyne co sobie pomyślałem jak się gapili (jak zwykle) na takie dziwne zjawisko jak my to :

Patrzcie i zazdrośćcie! jesteśmy szczęśliwi !!

Niesamowite dla mnie.
Fajnie!
Tagi: ciekawostka
10.10.2009 o godz. 14:42
...było fajnie bo dzisiaj to mnie strasznie głowa jakoś przeszkadza:/

Zaczęło się niewinnie, ba nawet świetnie - śniadanko z kochaną, zakupy, gotowanie, runda po urzędach, odwiozłem K na jakiś spęd rodzinny - przy okazji poznając jej mamę, nawet było o czym rozmawiać! Pod domem rodziców K kumpel się rozjebał na moto 2 lata temu, myśleli że nie przeżył a on się tylko zresetował:) 4 miechy w śpiączce i obudził się innym człowiekiem, codziennie uczy się jak ma na imię... później obgadanie projektu do pracy - przy okazji kilka piwek bo jak inaczej w końcu to Polska i był piątek. Później miasto... tu już więcej piwek, K miała dać znać kiedy kończy i mieliśmy wrócić razem...

.... mieliśmy - ok 12- 1 cholera wie zamiast do domu ruszyliśmy z K w miasto z jakimś jej kuzynem przywleczonym z imprezy. Pamiętam 2 lokale:D Chlanie skakanie i jak to zwykle u mnie bywa, wywody o tym skąd mnie kuzyn zna, okolicę ustaliliśmy, szczegółów nie. Może i lepiej:)

Okazało się że chłopak ma problemy z dragami i mocno zagubiony jest, było śmiesznie, poważnie, smutnawo i radośnie. Wszystko było, było miło.

- tak czy inaczej do domu wróciliśmy około 5 na ostrej fazie, na szybko zrobiłem schabowe z serem, ziemniaczki zapiekane, ogóreczki i kalafiora:D i hasi.

Padliśmy jak dzieci, uwielbiam przy niej zasypiać.
Tagi: wczoraj
10.10.2009 o godz. 14:20

Jeszcze o tym moto - bo najważniejszego nie napisałem, jakkolwiek by tego nie nazwał - hardcore czy nie. Działa, relaksuje i sprawia że o niczym innym nie myślisz, zwyczajnie nie da się - nie ma czasu na myślenie o pierdołach. Ładuje baterie takie coś - ale znowu nie polecam, specyfika gatunku wymaga pamięci mięśniowej a ta przychodzi z czasem i co gorsza czasem specyficznych treningów o których zazwyczaj ludzie nie maja pojęcia. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć jak już wiesz jak i co, to wyłącznie kwestią czasu będzie zastąpienie myślenia odruchami. Na jakiekolwiek myślenie na motocyklu nie ma czasu, nie w sytuacji w której trzeba podjąć decyzję.

Albo można i tak. Polecam text, może wydawać się infantylny ale oddaje emocje. Ktoś kto to pisał wiedział o czym pisze. Miał świadomość.

http://www.youtube.com/watch?v=ELeT8CB9BYM&feature=related

fragmenty:

"są chwile - wciskam, gaz zegar przestaje mierzyć czas..., nie panikuj, szybko podejmij decyzję - od tego może zależeć twoje życie, tutaj wygrywasz albo przegrywasz..., ... są chwile gdy ryzyko wchodzi mi w krwio obieg, postaw dziś wszystko na jedna kartę człowiek...., ...nie mam pewności ale czuje że trafie" itd. Link z traileru filmu stunt days.
Dla niewtajemniczonych stunt można nazwać rozwojowa dziedzina sportów motocyklowych. Zespół to macca squad, mało znany. Dobre texty.

pozdrawiam ponownie.

07.10.2009 o godz. 17:28

witam!

Na początek chciałem podziękować wszystkim Tym którzy dodali komentarze. Nie wiedziałem że to nawet miła sprawa, sam nie wiem jak to nazwać - chyba zostać wysłuchanym. Na komentarze raczej nie będę odpowiadał bo nie takie było założenie programowe. Na jeden odpowiem bo to nawet ciekawe, w ogóle ciekawa sprawa taka analiza swojego życia i od razu mówię, że nie polecam - ryje banie strasznie:) Wspomnienia które "gdzieśtam" poszły w niepamięć i takie o których wolałbym zapomnieć nagle wyłażą na wierzch więc jeżeli ktoś ma ochotę na mentalny policzek .... to teraz pytanie z maila :

"hymm pytanko..takie "stanie" na krawędzi i igranie z losem.. przynosi ulgę?"

Zaciekawiło mnie to bo nigdy nie uważałem że stoję na jakiejś krawędzi czy igram z losem więc o żadnej uldze nie może być mowy w takim przypadku. Zwyczajnie tak zawsze jakoś wyszło, że coś niewyszłotakjakmiałowyjść. Jednak... jak na to patrze z ostatniej perspektywy to mogłoby wyjść że troszkę przeginam. Ale tylko na moto. I raczej nie jest to moja opinia, a opinia innych, nad czym na co wpadłem tez nie dawno, warto przycupnąć i się zastanowić. Na motocyklu jestem dobry, nieuchwytny i na prawdę wiem co robię. 2 lata uczyłem ludzi jeździć siadając na 1 zajęciach na tylnym siedzeniu i heja:) nie jest to skomplikowane - trzeba myśleć, wiedzieć co i kiedy może się stać, przewidzieć zawczasu i zareagować - trochę zimnej krwi się przydaję. Jeżdżę na japońskich sprzętach od 10 lat, miałem 2 czołowe i trochę szczęścia. No dobra dużo szczęścia bo jeszcze w życiu niczego nie złamałem - za wyjątkiem głowy :P anyway - ostatnio się boję, normalnie jeżdżę bez papierów, niezarejestrowanym sprzętem i w sposób który nie pozwala niebieskim organom zareagować (pozdrawiam kolegów z firmy - na prawdę fajne chłopaki jesteście i nic do was nie mam) ten sezon miałem z lekka utrudniony bo chłopcy wytyczyli sobie parking przed moim domem i codziennie przynajmniej te 10 min stał tam jakiś radiowóz. Wpadli na sposób i np. zamiast mnie gonić jak pojebani po mieście wiedzieli dokąd zmierzam i grzecznie czekali. Pod domem i pod garażem u znajomych. Żeby nie było to taka sytuacja - wracam z kumplem z latania, do miasta - na wjeździe nas zmierzyli - trudno mają pecha myślę, bo przecież nie zacznę hamować ze 170 czy coś koło. Grzecznie do domku, już na mojej ulicy postój pod sklepem po piwko i te kilkaset metrów do domku. Pod domkiem policja i mandaciki za jazdę bez kasków. Przy kolejnej takiej akcji nie wracałem już do domu tylko do znajomego serwisu moto, cała moja trasa trwała może minutę - kilka skrzyżowań na czerwonym i jestem - i co? zsiadam z moto i zdążyłem powiedzieć "chłopaki ale zwała.." a chłopaki " a co bo policja jedzie" - czekali długo więc moto został w salonie a mnie ktoś podwiózł. Na prawdę perspektywa jest inna z boku, inna jak siedzi się z tyłu i zupełnie inna jak TY prowadzisz, masz duże doświadczenie i wiesz co robisz. Mam świadomość tego, że się zwyczajnie rozpierdolę i nie będzie czego zbierać i właśnie, albo może dopiero zaczynam się bać, jeżdżę inaczej, jeździłbym mniej gdybym nie strzelił w lutym czołówki autem, ale z braku laku - samochód w naprawie, a historia na osobna powieść. To chyba taki już standard u mnie że jak mam dla kogo to żyje inaczej. Przy poprzedniej lasce właściwie przestałem jeździć bo bałem się że coś mi się stanie, z nią nie chciałem jeździć bo za bardzo bałem się o nią - wyszło tak, że nie dziele z nią swoich pasji i pewnie był to jeden z powodów przez które z dnia na dzień wróciła do swojego byłego - który ja notabene zostawił. Też ciekawa historyjka, kolesia znam od ogólniaka, ja poznałem przez niego i mnie trafiło. Powiedziałem uprzejmie, że jak już im nie wyjdzie to żeby dał mi do niej nr. bo jest świetną dziewczyną i żeby nie robił ją na boki (bo robił) tylko się zainteresował. Pies ogrodnika pierdolony - olał ja a numeru nie dał. Spotkałem ją na jakiejś imprezie kilka miesięcy później, oczywiście była już z innym - obrotna co nie? - kilka miesięcy moich starań i była już moja. Powinno dać mi to do myślenia. Myślałem ale inaczej, na mieście miałem wtedy opinie nazwijmy to awanturnika i dziwkarza, żeby było śmieszniej wychodziłem z dołka po poprzedniej lasce, więc chlanie na umór, rzucone studia i praca na budowie. Nie obchodziła jej moja opinia, moja praca, a tylko to jakim jestem człowiekiem. Skończyłem z miastem, znalazłem dobrą pracę itp itd - i na huj? jestem w trakcie wychodzenia z dołka który mi wykopała i jestem świadomy tego że sam z niego nie wychodzę bo zwyczajnie chciałem już w tym dołku w pizdu zostać. Wyciągnęła mnie laska i przyjaciel. Na prawdę na siłę. Nie wiem jak się im za to odwdzięczę ale na pewno kiedyś będzie okazja.

Co do tych krawędzi - z zadymami tak jakoś wychodziło zawsze. NIGDY, ale to nigdy nikogo nie zaczepiłem, nie prowokuję i nie lubię się bić. Jestem osobą spokojną, ba mam lęk społeczny z którym uczę się żyć codziennie od nowa i wierzcie mi, nie lubię być w centrum uwagi. Wychodziło jak wychodziło bo jak ktoś mnie sprowokuje to nie skulam uszu po sobie chociaż często chciałbym. Dojrzewam już do tego. Warunki miałem 120kg działa na wyobraźnię.

- dieta cud dla zainteresowanych bo teraz ważę 88. Wystarczy że wprowadzi się do ciebie zadłużony schizofrenik paranoidalny bez środków do życia i nie możesz go wywalić bo to twój stary, dziewczyna cię zostawia, kłócisz się z szefową i jedyne co zostaje to jak tu nie dostać dyscyplinarki - w końcu wylatujesz z zaległymi za 2 miechy pensjami, kasujesz samochód i w końcu łapiesz deprechę. Na początku nie jadłem jakieś 2 tygodnie bo poprostu nic we mnie nie wchodziło, później nie miałem kasy a co ugotowałem albo kupiłem stary wpierdolił bez reszty, a teraz chyba się przyzwyczaiłem i mogę jakiś czas nie jeść. Nie bywam głodny, kawa i papierosy. Moja aktualna dziewczyna, albo bardziej kobieta kombinuje i znalazła nawet kilka sposobów. Jednym z nich jest gotowanie, uwielbiam gotować, więc gotujemy coś razem, jakieś dziwadła i razem jemy. Coś wspaniałego takie kombinacje z najbliższą osobą.

Dalej o tej krawędzi - narkotyki-, byłem młody i głupi i nie wiedziałem co robić, trawka mnie nie bawiła bo nie umiałem tego kontrolować, albo spaliłem za dużo i było źle albo za mało i nic nie było. Wolałem alk... z amfetaminą wyszło gorzej. Po tygodniu bez snu straciłem przytomność, dzięki bogu, że w pokoju. Nie było mnie jakieś 3-4h i pomyślałem że chyba mi styknie takich rozrywek. Odstawiłem - a co mi tam myślę. Nie wyszło tak pięknie jak to sobie zaplanowałem. Totalne rozjebanie organizmu, ciągłe zmęczenie, rozwolnienie, odwodnienie. Mogłem jeść wyłącznie węgiel i inne cuda na rozwolnienie a ono i tak było. Więc jakie miałem opcje - tel do dilla, odrobinka na paluszek i jak ręką odjął. Minimalne ilości speeda służyły mi jako środek na - tak nazwijmy to po imieniu - sraczkę, coraz mniejsze, coraz rzadziej aż organizm się przyzwyczaił. Żeby nie było tak różowo kilku znajomym, wtedy przyjaciołom się nie udało. Kilku się powiesiło, kilku skończyło w psychiatryku w tym mój od zawsze najlepszy przyjaciel. Nie byłem w stanie mu pomóc - zawiesiła mu się faza i kilka lat starań, szpitali, rozmów, spacerów i w ogóle jakiegoś takiego bycia z nim nie pomogło. Koleś stał się debilem, nie da się z nim normalnie porozmawiać, nie rozumie znaczenia podstawowych pojęć, miewa ataki agresji - tak znikąd i bez powodu potrafi rzucić się z pięściami. Chłopak, ba w zasadzie już facet jest skreślony dla świata. Stał się debilem, zwykłym najzwyklejszym debilem bo określenie "inny człowiek" nie oddaje ogromu zmian. Wyłącznie palił, trochę pił. Żadnych innych środków.

Jakieś inne krawędzie? Nie wiem, za grafiki miałem sprawę i 2 lata na 5 w zawieszeniu jeszcze w sądzie dla nieletnich. Przestałem. Za kradzieże matka dogadała się z właścicielem sklepu - swoim znajomym, więc obyło się bez sądu. To było głupie, nazwałbym to próbami zwrócenia na siebie uwagi bo miałem ok 16 lat. O przyczynach może innym razem.

Wypad na pomarańczową rewolucje na Ukrainę był trochę szalony, ale co zrobić jak ok 2 w nocy na imprezie rodzi się pomysł a o 10 rano siedzisz w pociągu. Dociera do ciebie co się dzieje gdzieś w drodze, zapijasz i brniesz:D Było fenomenalnie, ale o tym innym razem.

Wydaje mi się, że nic innego do krawędzi nie da się podpiąć, no może jeszcze wynajem lokalu spółce akcyjnej i wystawianie faktur vatowskich w wordzie, bo przecież spółka nie wynajmie niczego od szarego obywatela:) ale o tym cichosza. Długo niczego nie ukradłem, przygodne kontakty sexualne też mnie nie bawią, staram się z nikim nie bić, a nawet jak mam okazję to odpuszczam i nie daję się sprowokować. Cholera chyba dojrzewam!!! Czego nie mogę się pozbyć - kolejny raz oddałem całe swoje życie w ręce kobiety. Ale z innej strony jakby na to spojrzeć to wzięła sobie to życie sama i gdyby tego nie zrobiła mogłoby go nie być - więc nie uważam że wtopiłem. Podnoszę się, wstaję co rano i kombinuje jak pojebany, ale teraz żeby wyciągnąć coś za parę lat z tego życia. Ktoś we mnie uwierzył i nie chce go zawieźć, więc teraz tak trzeba te klocki poukładać żeby za jakiś czas mieć czas i na gotowanie obiadków i na spacery i na kilka innych fajnych rzeczy których w związku nie można realizować na zasadzie wyrzeczeń. Inaczej - pewnie można, tylko po co jeśli da się inaczej?

Innymi słowy chce mi się.

Chce mi się żyć. Takie życie gdy masz coś do stracenia jest dla mnie czasami przerażające. Rozpisałem się chyba, przepraszam wszystkich zainteresowanych za brak składu i ładu ale tyle tego wyszło że nie zamierzam tego czytać. Idę trochę popracować, później wpada kumpel pogrzebać przy sprzętach więc zwyczajowo poleci jakaś najebka. O koledze może jutro bo szczerze jest moim idolem. Chciałbym mieć tyle siły i odwagi co on, bo te moje jaja to naprawdę pikuś w porównaniu z tym co go spotyka ostatnio.

Może ten słowotok to efekt trzeźwości? Nie omieszkam sprawdzić.

pozdrawiam.
07.10.2009 o godz. 16:44

To lecimy.

może o życiu?

Moja perspektywa:
Byłem za słaby, zbyt pijany albo zwyczajnie coś nie wyszło i pociąłem za płytko. Miałem jakieś 20 lat i wszystko było bez sensu - myślałem ze wszystko mam już za sobą albo że nic lepszego mnie już w życiu nie spotka. Może miałem dośc? nie pamiętam. Pamiętam że laska dla której zmieniłem całe swoje życie i dla której !żyłem! powiedziała że chce przerwy - nie rozumiałem tego za cholerę. Postawiłem sprawę jasno, przerwa albo koniec - pieczętując jej wybór zacząłem chlac i imprezowac, a dwa dni później przeleciałem barmankę na jakiejś imprezie o czym nie omieszkałem jej powiadomic ( nie mam c z kropką). Następnego dnia siostra mnie znalazła z pustą butelka tequli, z podciętymi żyłami przed kompem a na ekranie zacięła się klatka z symetrii jak wieszali pedofila- komp się zwiesił i wydawał jakieś dźwięki które ją obudziły. Notabene jest to jeden z lepiej oddających realia polskich filmów jakie widziałem i jedyny który widziałem tylko raz. Boje się, nie chce tego pamiętac. Rodzina zmusiła mnie na psychiatrę - chyba jedyny moment kiedy komuś zależało - oprócz żył miałem na ramieniu 2 twarze. Wzdłuż bicepsa 2 krzyżyki zjeżdzające na dół mięśnia które robiły za oczka, po zewnętrznej stronie ramienia wielki uśmiech a po wewnętrznej pionowe sznyty robiące za zęby. Wole chyba nie wiedziec co sobie wtedy myślałem ale tequila była pyszna, dostałem ja od kumpla z mexyku za jakąś przysługę. To była 2 próba. Jak na to teraz patrze to stwierdzam że takie próby są świetnym sposobem na życie. Hardcore - przeżyłem 2 czołowe zdeżenia na moto z samochodem, tylko raz wypadłem z drogi przez swoją nie uwagę i żyję!!!!! Jak na złośc kurwa:) Po co się zabijac? Myśle ze lepiej życ jakby jutra miało nie byc, na maxa!! Hardcorów z gitami nie polecam, przynajmniej nie ze wszystkimi na raz - wpierdolisz dwóm i budzisz się na ojomie czekając na operacje pod narkozą. Na dniach wrzucę fotę protokołu przyjęcia do szpitala bo nawet dla mnie to nie dowiary:) Generalizując - przemoc jest bez sensu i zupełnie się nie kalkuluje. 2 przednie zęby straciłem w innych okolicznościach co by było śmieszniej - na gitach tylko oko takjakby :D

Warto życ, warto byc - musze zrobic cos z tym c z kropką.

pozdrawiam i idę się najebac.
06.10.2009 o godz. 20:04

No to zaczynamy!
Nigdy nie pisałem bloga, w zasadzie w dupie mam czy ktoś to kiedyś przeczyta czy nie. Ideą całego przedsięwzięcia jest spisanie tego co mnie w życiu spotkało. Chciałbym to sobie na spokojnie przeanalizowac i poukładac - żeby coś zostało. Mianowicie będzie o moich przemyśleniach na tematy zupełnie zwyczajne. Dla mnie zwyczajne.

O czym więc będzie blog?

O mnie i o przemyśleniach które mi to życie przyniosło. O Ukrainie, Mołdawii, UK, Bieszczadach, Mazurach, żaglach, imprezach, motocyklach, tatuażach, kobietach, rybach, uprawie roślin egzotycznych, malowaniu i sztuce, psach, wrażliwości - mniejsza o resztę nazwijmy to moimi zainteresowaniami :)

O ludziach których spotkałem na mojej drodze i jak potoczyły się ich losy.

O miłości, o tym jak ktoś pokłada w tobie wszystkie swoje nadzieje - a ty kopiesz go w dupę - jak i o inwestowaniu w kogoś całego swojego życia i zgarnięciu mocnego kopa. O miłości do 12 lat starszej kobiety - w tym wątku pewnie będzie też o szczęściu.

O samotności, o przyjaciołach od lat, o jednym przyjacielu którego nie znam od dziecka a pojawił się w trakcie.

O pieniądzach - jak się żyje dysponując nieograniczonymi środkami i jak gdy kilka miesięcy lecisz bez pracy nie jedząc kilka dni.

O życiu z Ojcem chorym na schizofrenie i presji jaka na tobie spoczywa gdy w rodzinie jesteś jedynym facetem.

O zadymach trochę będzie, troszkę o moich kłopotach z dragami i o ludziach którzy sobie z tym nie poradzili.

Ogólnie - o niedopasowaniu, bezsensie istnienia i głupocie.

Reasumując należałoby dodac coś o sobie:)
Mam 27 lat i nazwisko które trudno wymówic. W dzieciństwie cierpiałem na notoryczny nadmiar pieniędzy. W młodości uzależnienie od dragów, skazany za kradzieże i rozboje. Jak się ogarnąłem popracowałem troche jako przedstawiciel handlowy i założyłem swoją firmę, ale nie przewidziałem ze idąc na studia i olewając firmę może nadejśc moment gdy nie będe zarabiał kilku stów dziennie. W pl na studiach praca była kiepska - pracowałem na wysokościach, kopałem rowy, sadziłem rośliny, kładłem posadzki, kosiłem trawniki, obsługiwałem koparkę itd - dużo tego było. W uk byłem operatorem łopaty, hydraulikiem, renowatorem mebli i informatykiem. Po powrocie do pl instruktorem nauki jazdy. Od wakacji skupiłem się na czyms innym niz praca, żyje na kredycie i na kredycie zarejestrowałem firmę - dzisiaj notabene:)
Tagi: rozpoczęcie
06.10.2009 o godz. 18:41
suenio
na opak
O mnie: Lubię wiele rzeczy, kilkoma się interesuje. Blog ma mi pomóc w przemyśleniu kilku spraw
statystyki
  • Czas na Bloblo: 2 dni 16 godzin 20 minut
  • Napisanych notek: 14
  • Komentował: 0 razy
  • Zebranych komentarzy: 8
  • Ostatni wpis: 13.12.09, 23:22
  • Wpis średnio co:
  • Profil odwiedzono: 6576 razy
  • Ilość avatarów: 0
  • Ilość zdjęć: 0
  • Ilość filmów: 1
  • Ilość logowań: 8
  • Ostatnie logowanie: 13.12.09, 23:06
  • Ostatnio odwiedzili: plicata1, michau, hestia, aneczka, takajedna, Bahamut